Drodzy rodzice!

Jeżeli właśnie dowiedzieliście się, że Wasze upragnione dziecko może urodzić się chore, pamiętajcie - nie jesteście sami.
Poszukajcie nas - zrobimy wszystko, żeby Wam pomóc!

Jesteśmy po to, żeby świadoma decyzja rodziców o urodzeniu dziecka obciążonego poważną chorobą, okazała się dla nich najsłuszniejszą decyzją w ich życiu.

Badania prenatalne pozwalają diagnozować, a dzięki temu niejednokrotnie leczyć lub minimalizować niekorzystne następstwa wielu chorób u poczętych dzieci. Czasami jednak rodzice otrzymują dramatyczną diagnozę. Dowiadują się, że ich niedawno poczęte, ukochane i wyczekiwane dziecko jest nieuleczalnie chore, że zdiagnozowana u niego wada zwana jest wadą letalną, co oznacza, że szanse dziecka na przeżycie są znikome, że nie będzie można go wyleczyć i że prawdopodobnie umrze przed porodem, bądź w niedługi czas po nim.

Do wad letalnych najczęściej diagnozowanych w okresie prenatalnym należą złożone wady ośrodkowego układu nerwowego, ciężkie wady nerek i serca oraz aberracje chromosomowe, czyli nieprawidłowości w strukturze bądź liczbie chromosomów, do których należą m.in. zespół Edwardsa, zespół Pataua, a także zespół Downa skojarzony z ciężkimi wadami narządowymi

Rodzice, którzy dowiadują się o takiej wadzie u swojego dziecka stają wobec konieczności podjęcia niejednokrotnie dramatycznego wyboru. Najczęściej są w takiej sytuacji zupełnie zagubieni, z poczuciem niezasłużonej krzywdy i wielkiego osamotnienia w tłumie obcych, choć profesjonalnych osób.

Jednak wiele matek i ojców podejmuje heroiczną decyzję o podarowaniu własnemu dziecku możliwości godnej i pozbawionej bólu śmierci, w jedynie jemu pisanym, odpowiednim czasie. Równocześnie sobie, a niejednokrotnie również rodzeństwu i dziadkom, dają niepowtarzalną szansę poznania, przytulenia i w końcu pożegnania się z dzieckiem.

Hospicjum perinatalne istnieje po to, żeby przedstawić rodzicom możliwość innego wyboru, niż przerwanie ciąży. Tworzący je ludzie pragną pomagać rodzicom w przyjęciu, a następnie zaakceptowaniu niepomyślnej diagnozy badania prenatalnego. Chcą towarzyszyć rodzicom w czasie trudnej ciąży, służyć swoim doświadczeniem i profesjonalizmem w rozwiązywaniu problemów natury medycznej oraz zapewnić rodzinie wsparcie psychologiczne. Do ich zadań należy jak najlepsze przygotowanie personelu i miejsca, w którym na świat ma przyjść chore dziecko. Opieką otaczają narodzonego noworodka, zabezpieczają go zgodnie z zasadami opieki paliatywnej, ograniczając wszelkie działania noszące znamiona uporczywej terapii. Towarzyszą rodzicom, rodzeństwu w czasie odchodzenia dziecka oraz otaczają ich wsparciem w okresie żałoby.

Nikt z nas nie jest w stanie zrozumieć ogromu cierpienia, jakiego doświadczają rodzice otrzymujący niepomyślną diagnozę dotyczącą ich niedawno poczętego dziecka. Nikt z nas nie podejmie się decydowania o losach dziecka za rodziców. Ale zrobimy wszystko, co w naszej mocy, aby być dla rodziców wsparciem, żeby dzięki naszym wysiłkom rodzice mieli szansę spokojnego i godnego oczekiwania na narodziny chorego dziecka. Pragniemy jak najlepiej towarzyszyć rodzicom oraz ich dziecku przed, w czasie- i po porodzie. Dzieci wypisane z oddziałów noworodkowych objęte zostają opieką hospicjów dla dzieci.

Jesteśmy po to, żeby świadoma decyzja rodziców o urodzeniu dziecka obciążonego poważną chorobą, okazała się dla nich najsłuszniejszą decyzją w ich życiu.

Dr Magdalena Wąsek-Buko

Konsultacje

Rodziców dzieci ze stwierdzonymi w badaniach prenatalnych wadami wrodzonymi (zespoły genetyczne, wady narządowe) zapraszamy na konsultacje do naszej siedziby w Katowicach. Pierwszorazowa konsultacja jest spotkaniem z lekarzem neonatologiem- koordynatorem hospicjum perinatalnego oraz psychologiem. W czasie konsultacji omawiamy charakter stwierdzonej u dziecka wady, rokowanie, możliwości konsultacji specjalistycznych oraz ewentualnego leczenia. Omawiana jest wstępnie propozycja planu postępowania pourodzeniowego. Rodzice otrzymują kontakt do pozostałych członków zespołu hospicyjnego, w zależności od ich potrzeb i preferencji.

Wszystkie konsultacje są bezpłatne.

Skierowanie nie jest wymagane.

Ustalanie terminu pierwszej konsultacji odbywa się pod numerem telefonu: 691 486 747.

Wsparcie dla rodziców po stracie dziecka

Rodzicom, którzy stracili swoje dziecko na każdym etapie jego życia, czy to w okresie przed jego urodzeniem, czy po osiągnięciu pełnoletności oferujemy konsultacje psychologiczne (również w formie on-line) oraz możliwość uczestnictwa w kręgach: matek oraz ojców.

Uczestnictwo w kręgach jest bezpłatne.

Koszt dwóch kolejnych spotkań z psychologiem dla rodziców po stracie pokrywa Stowarzyszenie.

Kontakt w sprawie wparcia psychologicznego: info@hope.katowice.pl

Krąg kobiet

W żadnej kulturze i języku na świecie nie znajdziemy odpowiednich słów, by wyrazić ból matki po stracie dziecka. Nie znajdziemy również uniwersalnych zwrotów pocieszenia i ukojenia. Nie trzeba jednak mierzyć się z tym samotnie. Uskrzydlony Krąg Kobiet powstał, by jednoczyć , umacniać, nieść wsparcie i poczucie wspólnoty. Pomaga zrozumieć samą siebie i przygotować na spotkanie z rzeczywistością „po stracie”. Czułość, która pozwala odnaleźć drogę do drugiego człowieka, prawda,która wyzwala i światło, które pomaga dostrzec to co najważniejsze.

„Prosząc o pomoc wcale się nie poddajesz. Przeciwnie pokazujesz, że nie chcesz się poddać.”

Charlie Mackesy

Krąg Kobiet telefon kontaktowy: 784 047 348

Poradniki

Warsztaty dla studentów wydziału lekarskiego

Prowadzący:
  • mgr Aleksandra Grychtoł- psycholog, psychoterapeuta,
  • mgr Agnieszka Żytkowska- psycholog, psychoterapeuta,
  • mgr Ewa Kiełbasa- położna;
  • dr n.med. Magdalena Wąsek- Buko- neonatolog, pediatra

Adresaci: studenci kierunku lekarskiego zainteresowani specjalizowaniem się w ginekologii i położnictwie
Czas trwania warsztatu: - 4 h
Forma: - szkoleniowo - warsztatowa
Metody: - rozmowa, prezentacja, scenki rodzajowe, film

Celem warsztatu jest przybliżenie uczestnikom następujących zagadnień:
  • sens holistycznego wsparcia rodziców w okresie ciąży z rozpoznaną wadą wrodzoną u płodu oraz po stracie dziecka na każdym etapie trwania ciąży- rola współpracy z położną, psychologiem i neonatologiem,
  • decyzja rodziców o urodzeniu chorego dziecka jako wyzwanie dla ginekologa,
  • opieka położnicza nad rodzicami w okresie poronienia i urodzenia martwego dziecka w warunkach oddziału ginekologiczno- położniczego,
  • wsparcie kobiet po niepowodzeniu położniczym w powrocie do akceptacji swojego ciała- rola współpracy z fizjoterapeutą,
  • fazy żałoby po stracie dziecka,
  • zasady skutecznego słuchania i podstawy komunikacji

Założeniem warsztatu jest również umożliwienie uczestnikom podzielenia się problemami zawodowymi i uzyskanie wsparcia grupowego.

Prowadzący:
  • dr Renata Kleszcz- Szczyrba- psycholog, psychoterapeuta,
  • mgr Paweł Zioło- psycholog,
  • dr n.med. Magdalena Wąsek- Buko- neonatolog, pediatra

Adresaci: studenci kierunku lekarskiego
Czas trwania warsztatu: - 4 h
Forma: - szkoleniowo - warsztatowa
Metody: - rozmowa, prezentacja, scenki rodzajowe, film

Celem warsztatu jest przybliżenie uczestnikom następujących zagadnień:
  • podstawy komunikacji z pacjentem i jego rodziną,
  • przekazywanie złych informacji,
  • znaczenie komunikacji niewerbalnej,
  • rola ciszy w czasie rozmowy,
  • odpowiadanie na pytania, na które nie znamy odpowiedzi,
  • rozmowa z nieuleczalnie chorym dzieckiem,
  • zaangażowane słuchanie,
  • troska o własne emocje jako profilaktyka wypalenia zawodowego

Założeniem warsztatu jest również umożliwienie uczestnikom podzielenia się problemami zawodowymi i uzyskanie wsparcia grupowego.

Prowadzący:
  • dr Renata Kleszcz- Szczyrba- psycholog, psychoterapeuta,
  • mgr Paweł Zioło- psycholog,
  • dr n.med. Magdalena Wąsek- Buko- neonatolog, pediatra

Adresaci: studenci kierunku lekarskiego (max 15 osób)
Czas trwania warsztatu: - 5 h
Forma: - szkoleniowo - warsztatowa
Metody: - rozmowa, prezentacja, film

Celem spotkania jest przybliżenie uczestnikom następujących zagadnień:
  • podejmowanie decyzji o zaniechaniu lub wycofaniu się z uporczywego leczenia podtrzymującego życie u dzieci, zagadnienia etyczne, prawne i kliniczne związane z taką decyzją,
  • podstawy opieki paliatywnej prowadzonej w domu i szpitalu,
  • założenia perinatalnej opieki paliatywnej,
  • hospicjum jako szkoła życia w pełni,
  • podstawy komunikacji z pacjentem i jego rodziną,
  • komunikacja w zespole,
  • przekazywanie złych informacji dziecku i jego rodzicom,
  • śmierć dziecka w domu i szpitalu,
  • troska o własne emocje jako profilaktyka wypalenia zawodowego

Założeniem seminarium jest również umożliwienie uczestnikom podzielenia się problemami zawodowymi i uzyskanie wsparcia grupowego.

Warsztaty dla studentów położnictwa i pielęgniarstwa

Prowadzący:
  • mgr Aleksandra Grychtoł- psycholog, psychoterapeuta;
  • mgr Agnieszka Żytkowska- psycholog, psychoterapeuta;
  • mgr Ewa Kiełbasa- położna;
  • dr n.med. Magdalena Wąsek- Buko- neonatolog, pediatra;

Adresaci: pielęgniarki i położne
Czas trwania warsztatu - 4 h

Celem warsztatu jest przybliżenie uczestnikom następujących zagadnień:
  • sens towarzyszenia rodzicom w okresie ciąży z rozpoznaną wadą wrodzoną u płodu oraz po stracie dziecka na każdym etapie trwania ciąży;
  • opieka położnicza nad rodzicami w okresie poronienia i urodzenia martwego dziecka w warunkach oddziału ginekologiczno- położniczego;
  • wsparcie kobiet po niepowodzeniu położniczym w powrocie do akceptacji swojego ciała;
  • fazy żałoby po stracie dziecka;
  • zasady skutecznego słuchania i podstawy komunikacji;

Warsztaty dla kobiet doświadczonych stratą dziecka

Prowadząca:
  • mgr Katarzyna Rybok - fizjoterapeutka, tancerz, choreograf;

Warsztat taneczno-ruchowy oparty na technikach pracy z ciałem, mający na celu dotarcie do wewnętrznych zasobów ekspresji ruchowej i emocjonalnej

Będziemy odkrywać potencjał do odblokowania napięcia tworzącego się w ciele pod wpływem różnych, często trudnych doświadczeń, rozbudzać wrażliwość na sygnały płynące z ciała, aby lepiej zrozumieć swoje zachowanie, potrzeby i umiejętności oraz stworzymy indywidualną drogę do rozwoju swojej siły i docenienia możliwości.

Zwiększymy zdolność do odczuwania przyjemności, lekkości i radości. Wykorzystamy muzykę i ruch taneczny do pobudzenia wrażliwości i kreatywności, będziemy pracować z technikami leczenia oddechem, głosem i śmiechem.

Zajęcia są dla tych, którzy pragną poczuć swoje ciało, jego moc oraz „wyjść z głowy” i kłębiących się w niej destrukcyjnych przekonań.

Wszystko co potrzebne to wygodny strój sportowy, woda, chęć do działania i ciekawość odkrywania.

Zespół

...

Magdalena Wąsek-Buko

Lekarz, specjalista pediatrii i neonatologii. Prezes Stowarzyszenia Śląskie Hospicjum Perinatalne.

Asystent w Oddziale Neonatologicznym Szpitala Zakonu Bonifratrów w Katowicach.

W latach 2002-2018 lekarz w Klinice Intensywnej Terapii i Patologii Noworodka Szpitala Klinicznego nr 1 w Zabrzu. Były wykładowca akademicki Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach. Pasjonatka psychologii najwcześniejszego okresu rozwoju człowieka, w tym analizy więzi prenatalnej. Absolwentka rocznego seminarium "Praca psychoterapeutyczna z kobietą w ciąży i diadą matka- niemowlę" organizowanego przez Stowarzyszenie Psychoterapeutów Dziecięcych im. Donalda Winnicotta w Krakowie.

...

Katarzyna Wilder

Psycholog, psychoterapeuta, filozof i coach. Członek Polskiego Towarzystwa Psychologicznego.

W latach 2015-2020 zrealizowała całościowy kurs przygotowujący do certyfikatu psychoterapeuty w nurcie systemowo-ericsonowskim. Odbyła staż kliniczny oraz liczne specjalizacje w Instytucie Onkologii im. M. Skłodowskiej Curie w Gliwicach. Uczestniczyła w terapii zajęciowej, oraz udzielała pomocy psychologicznej pacjentom Dziennego Oddziału Rehabilitacji Psychiatrycznej oraz Poradni Zdrowia Psychicznego PARTNER w Gliwicach. Ponadto ukończyła kurs w Instytucie DMT - Polskim Instytucie Psychoterapii Tańcem i Ruchem, sukcesywnie prowadząc zajęcia z choreoterapii dla dzieci i młodzieży. Ostatnie 5 lat wspierała podopiecznych w Śląskim Hospicjum dla Dzieci.

Posiada doświadczenie w pracy z chorymi somatycznie, psychosomatyczne i ich rodzinami.

Specjalizuje się w psychoterapii indywidualnej osób dorosłych.

...

Natalia Młynarska

Absolwentka Wydziału Filologicznego Uniwersytetu śląskiego kierunek - Teoria i Historia Kultury, Wydziału Teologicznego - kierunek Nauki o Rodzinie.

Antropolog, Kulturoznawca, Bibliotekoznawca, Mediator Sądowy. Zaangażowana w pracę z dziećmi i młodzieżą.

Poczucie głębokiego liryczne „ Ja” wyrażone własną twórczością literacką. Prywatnie szczęśliwa kobieta, żona, matka, przyjaciółka. Pasjonatka rozmów, książek, muzyki i wszelkich form aktywności. Podążając za swoimi idolami : Świętym Kamilem, Indiana Jonsem, Nickiem Vujicicem, Ks. Janem Kaczkowskim- wiedzie życie pełne miłości, przygód, bez ograniczeń i na pełnej petardzie.

...

Katarzyna Rybok

Fizjoterapeutka, tancerz, choreograf, absolwentka specjalności choreografia i techniki taneczne na Akademii Muzycznej w Łodzi.

W latach 2004- 2012 pracowała w Śląskim Teatrze Tańca jako specjalista ds. projektów społecznych oraz tancerz-pedagog prowadząc zajecie taneczne edukacyjne oraz terapeutyczne. Pracowała w ośrodkach leczenia psychiatrycznego, z osobami z zaburzeniami emocjonalnymi towarzyszącymi w jednostkach chorobowych oraz zróżnicowanym poziomie niepełnosprawności. Od 2006 tworzy choreografie i spektakle teatru ruchu z udziałem tancerzy o alternatywnych możliwościach ruchowych oraz w różnym wieku, szczególnie z osobami, gdzie ekspresja twórcza była środkiem do samouzdrawiania.

...

Agnieszka Żytkowska

Terapeuta NEST -posiada certyfikat wydany przez Międzynarodowy Instytut Badania i Terapii Ofiar Przemocy i Strat Prokreacyjnych. Absolwentka Studium Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie. Pracowała w Ośrodku Interwencji Kryzysowej udzielając pomocy osobom i rodzinom w kryzysie, głównie związanym z przemocą domową, żałobą czy próbą samobójczą.

Prowadziła grupy wsparcia dla kobiet doświadczających przemocy domowej.

Doświadczenie zawodowe zdobywała w pracy z dziećmi i młodzieżą w świetlicy, przedszkolu i liceum. Ukończyła Akademię Świadomego Rodzica (w Fundacji EY) - edycja dla specjalistów. Obecnie współprowadzi kolejne edycje Akademii dla rodziców zastępczych i adopcyjnych. Jest psychoterapetką w gliwickim "Źrodle",gdzie pracuje indywidualnie. Pracuje również w Poradni Zdrowia Psychicznego, głównie z osobami z zaburzeniami lękowymi i depresyjnymi.

W Hospicjum perinatalnym głównie prowadzi warsztaty dla studentów położnictwa i medycyny.

Prywatnie mama trójki nastolatków, kochająca życie,ludzi i relacje.

...

Magdalena Borowczyk

Neurologopeda kliniczny, pracujący z osobami po incydentach neurologicznych.

Pedagog z doświadczeniem komunikacji alternatywnej w hospicjum domowym dla dzieci.

Terapeuta w Centrum Pediatrii w projekcie Środowiskowego Centrum Zdrowia Psychicznego Dzieci i Młodzieży. Background techniczno- organizacyjny w HOPE, odpowiedzialny za szkolenia dla studentów i kontakt ze Śląskim Uniwersytetem Medycznym.

...

Paweł Zioło

Paweł Zioło - psycholog pracujący od 2009 r. w hospicjum domowym dla dzieci, od 2004r. związany z opieką paliatywną.

Ukończył całościowe szkolenie i staż kliniczny w Warszawskim Hospicjum dla Dzieci dotyczący prowadzenia konsultacji psychologicznych w ramach hospicjum perinatalnego. Od 2014 r. prowadzi i współprowadzi szkolenia personelu medycznego w zakresie komunikacji medycznej oraz profilaktyki zespołu wypalenia zawodowego. Przez blisko 10 lat pracował w ramach systemu opieki społecznej z rodzinami w kryzysie. Absolwent studiów pielęgniarskich w Wyższej Szkole Nauk Stosowanych w Rudzie Śląskiej, w której obecnie jest nauczycielem akademickim.

Prywatnie: fotograf, psiarz i człowiek, który lubi się zgubić w lesie.

...

Aleksandra Grychtoł

Aleksandra Grychtoł - psycholog, psychoterapeuta w drodze do certyfikatu PTP, ukończyła kurs terapii rodzin w Ośrodku Psychoterapii Systemowej w Krakowie, ukończyła Studia Podyplomowe Psychokorekcja Zaburzeń Zachowania Dzieci i Młodzieży. Przeszła szereg szkoleń w terapii i pracy z dziećmi i młodzieżą, prowadziła wiele grup warsztatowych. W 2017 ukończyła trwającą 1,5 r. Akademię Świadomego Rodzica (w Fundacji EY) - edycja dla specjalistów - w oparciu o nurt psychologii przywiązania. W 2020 ukończyła Kurs Psychoterapii Dzieci i Młodzieży realizowany przez Śląską Szkołę Psychoterapii w Gliwicach.

Przez ponad 10 lat pracowała jako psycholog w Poradni Zdrowia Psychicznego oraz kilkanaście lat była psychologiem w Szkole Podstawowej.Z Hospicjum Hope związana od początku jego istnienia. Pracuje jako psycholog,prowadząc konsultacje indywidualne oraz warsztaty. Jest członkiem zarządu w Śląskim Hospicjum Perinatalnym HOPE.

Na co dzień pracuje jako psychoterapeuta w Ośrodku Pomocy Psychologicznej i Duchowej Źródło w Gliwicach, który współtworzyła. Współpracuje z Wyższym Śląskim Seminarium Duchownym w Katowicach jako psychoterapeuta. W ciągłym rozwoju - zaczyna szkołę psychoterapii ISTDP.

Prywatnie jest mężatką, ma dwie córki.

...

Ewa Kiełbasa

Z pasji, zamiłowania i zawodu jestem położną.

W 2012 roku ukończyłam Śląski Uniwersytet Medyczny i rozpoczęłam pracę na bloku porodowym w Szpitalu Zakonu Bonifratrów w Katowicach. Staram się ciągle rozwijać poprzez uczestnictwo w kursach zarówno specjalistycznych jak i kwalifikacyjnych. W 2018 roku uzyskałam tytuł specjalisty w dziedzinie pielęgniarstwa ginekologiczno- położniczego.

Od tego samego roku mam zaszczyt należeć do niesamowitego zespołu ludzi HOPE. Jestem niezmiernie dumna, że mogę towarzyszyć rodzicom w tej wyjątkowej drodze. W wolnych chwilach muzykujemy razem z rodziną i ubieramy nasze emocje w dźwięki.

...

Renata Kleszcz-Szczyrba

Renata Kleszcz-Szczyrba - doktor psychologii, wykładowca akademicki, psychoterapeuta z prawie 25 letnim stażem pracy.

W obszarze psychoterapii pracuje głównie w podejściu ericksonowskim i systemowym oraz zorientowanym pre i perinatalnie (analiza prenatalna).

W HoPe pomaga głównie rodzicom po stracie dzieci, towarzysząc im w dobrym przejściu ważnego procesu żałoby. Autorka książki-poradnika „Witraże w ciemności, czyli o przedwczesnej śmierci dziecka”, a także monografii i artykułów naukowych. Zapraszana do zespołów eksperckich skupionych wokół tematyki radzenia sobie ze stratami prenatalnymi. W latach 2019-2020 członek Zespołu przy Rzeczniku Praw Pacjenta ds. opracowania standardów postępowania w terapiach medycznych stosownych w okresie kończącego się życia (w odniesieniu do czasu prenatalnego, perinatalnego i neonatalnego).

Prywatnie żona i matka. W chwilach zadumy poetka - jej kojące wiersze można znaleźć w tomie poezji „Skrzydlaty delfin”.

Historie naszych podopiecznych

Nazywam się Ania a mój mąż Darek. Jesteśmy rodzicami już teraz 4 dzieci: Zuzi 15 lat, Maksa 10 lat, Franciszka 2 latka i Mateusza, który ma roczek.

W styczniu 2018 r. obudził się we mnie kolejny instynkt macierzyński, bardzo zapragnęłam zostać kolejny raz mamą. Powiedziałam o tym mężowi, on na początku nie bardzo był chętny bo przecież już dwójka dzieci jest dziewczynka i chłopiec czyli parka. Wszystko jest poukładane, dzieci samodzielne itp. Ale długo nie musiałam czekać, żeby mąż się zdecydował.

Od lutego zaczęliśmy się starać o dzidziusia, ale miesiąc w miesiąc ciąży nie było. Było to dla mnie bardzo dziwne, ponieważ przy wcześniejszych ciążach pojawiały się od razu. W maju 2018 r. aż się popłakałam, że dalej nie ma. Na co mąż mi powiedział „jak nie w tym miesiącu to będzie w przyszłym…” i tak tez się stało. W czerwcu 2018 r. dowiedzieliśmy się że jestem w ciąży. Radość niesamowita. Będziemy mieć trzecie dziecko. Upragnione, wyczekiwane dziecko. Od samego początku czułam, że będzie to dziewczynka. Nie mogliśmy nacieszyć się tą wiadomością. Po pierwszej wizycie u lekarza i potwierdzeniu przez niego powiedzieliśmy dzieciom, że będą mieli siostrę albo brata. Wielka radość. Badania wszystkie w normie, wszystko w najlepszym porządku. Zaczął się czas oczekiwania i planowania jak to będzie.

Miałam regularne wizyty u lekarza prowadzącego ciążę. Nic nie wskazywało na to, że będzie coś nie tak. Pierwsze badania prenatalne nie wskazywały żadnych nieprawidłowości dziecka. Lekarz powiedział na ten moment jest wszystko w porządku. Tymi słowami nas uspokoił, że jest dobrze. Dla mnie było to potwierdzenie, że przebieg ciąży jak i dziecko będą tak prawidłowe jak w poprzednich ciążach.

Zaczął się 18 tydzień ciąży, rutynowa wizyta u lekarza prowadzącego... wtedy na badaniu USG lekarka bardzo długo mnie badała. Na moje pytanie czy wszystko jest w porządku odpowiedziała, że jest coś nie tak z kończynami dziecka są one za krótkie jak na ten tydzień ciąży. Od razu skierowała nas na badania prenatalne do Rudy Śląskiej do Centrum Medycyny Prenatalnej GENOM. Pojechaliśmy tam z mężem na badania. Wtedy usłyszeliśmy na podstawie USG diagnozę, że nasze dziecko ma wadę genetyczną: dysplazję kości i że jest to wada letalna. Na moje pytanie co to znaczy wada letalna usłyszeliśmy, że dzieci z takimi wadami umierają zaraz po porodzie, a zdarza się tez tak że w tracie trwania ciąży. Były to dla nas najgorsze słowa jakie mogliśmy usłyszeć. W pewnym sensie świat nam się zawalił.

Zaproponowali mi od razu amniopunkcję, żeby dać wody płodowe do badania. W tym momencie byłam gotowa na każde badanie byle tylko usłyszeć, że dziecko będzie żyło i wyjdzie z tej choroby. Od razu mieliśmy wizytę u genetyka, który przedstawił nam genezę tej wady genetycznej oraz poinformował nas o możliwości poddania się terminacji ciąży. Przedstawiła nam Pani doktor, że prawnie ustawa nam zezwala na podjęcie decyzji o aborcji, ale nam się zaraz nasunęło się pytanie: a co z naszą wiarą ……..? Takiego przebiegu sytuacji się nie spodziewaliśmy. Ja od razu powiedziałam, że nie usunę tej ciąży, nie zadając sobie sprawy z dalszego przebiegu ani z tego, co może się wydarzyć. Jednak Pani doktor powiedziała, żebyśmy przemyśleli tą decyzję, ponieważ dla mnie może być w późniejszym czasie trudno pogodzić się z tą sytuacją. Myślę, że lekarze nie mają często świadomości jakie ich słowa mają znaczenie dla przyszłej mamy i jej przyszłego życia.

W czasie powrotu do domu zatrzymaliśmy się na parkingu i Darek zadzwonił do zaprzyjaźnionego naszego księdza z pytaniem co my mamy robić. Opowiedzieliśmy mu całą historię, aż do momentu wyjścia z tą informacją o aborcji. Byliśmy przerażeni tą całą sytuacją. Potrzebowaliśmy wtedy osoby, która nas poprowadzi na właściwą drogę i wskaże nam najlepszy kierunek. Ksiądz Paweł przedstawił nam jak to wygląda od strony naszej wiary i kościoła. I jak dziś pamiętam jak zadał nam pytanie czy ta ciąża zagraża mojemu życiu. Usłyszał od nas, że nie zagraża bo ciąża jest prawidłowa tylko dziecko ma wadę genetyczną. Powiedział żeby trzymać ciążę ile się da, ile mój organizm na to pozwoli...żeby później godnie pochować nasze dziecko i mieć miejsce do którego zawsze będziemy mogli przyjść i się modlić. W ten sam dzień ks. Paweł umówił nas na wizytę do Śląskiego Hospicjum Perinatalnego.

Po jego słowach i rozmowie wiedzieliśmy jaką drogą iść. Dał nam nadzieję, że wszystko potoczy się wolą Boga, a zarazem w tej trudnej sytuacji nie zostaniemy sami. Od razu zostały uruchomione w naszej parafii wszystkie wspólnoty, które za nas się modliły. Na każdej mszy modliliśmy się o „Cud Bożego Narodzenia”, wiele miesięcy trwaliśmy w modlitwie za mnie i naszą Maję.

Długo na wizytę w hospicjum nie czekaliśmy- od postawienia diagnozy do pierwszego spotkania minęło zaledwie 3 dni. Były to 3 dni płaczu, smutku, zadawaniu sobie wielu pytań dlaczego?, dlaczego to nas spotkało?, jak to będzie? itp. Po pierwszej wizycie na niektóre z tych pytań umieliśmy sobie odpowiedzieć. Dowiedzieliśmy się więcej o chorobie naszego dziecka, jaką pomoc hospicjum nam oferuje. Jak możemy przygotować się do śmierci dziecka, jak godnie pochować dziecko itp. Od razu zostaliśmy objęci pomocą psychologa. Jest to niezwykle ważne w czasie trwania ciąży. Psycholog naprowadził nas jak przekazać starszym dzieciom, że ich siostra lub brat umrze. Dał nam rożne wskazówki jak możemy im pomoc przejść ten trudny dla nich czas. Od strony genetyka dostaliśmy możliwość przeprowadzenia dodatkowych badań potwierdzających dokładnie jaka to jest dysplazja kości. I jaka jest płeć dziecka. Wiedzieliśmy, że osoby z hospicjum perinatalnego bardzo nam się przysłużą. Mogłam zmienić lekarza prowadzącego na ginekologa hospicyjnego, co też uczyniłam. Wspaniała Pani doktor, która mimo wad Mai zawsze czule wypowiadała się o niej. Ogólnie zostałam pod opieką wszystkich lekarzy z różnych dziedzin, którzy współpracują z hospicjum perinatalnym. Za co jesteśmy im bardzo wdzięczni.

Ciąża przebiegała prawidłowo, każda wizyta dawała mi nadzieję, że dowiemy się, że choroba nie postępuje, a jeszcze inaczej mówiąc, że się cofa. Niestety było odwrotnie. Po wizytach był płacz, zwątpienie, smutek. Ale zaraz po tych dołujących emocjach było uczucie tak ma być, będzie wszystko dobrze. To czemuś służy. Czułam nad sobą ochronę. Nawet na pogrzebie Mai ks. Paweł powiedział, że zostaliśmy ochronieni płaszczem Maryi. Miałam wrażenie, że niczego się nie boje co będzie dalej. Czułam w sobie spokój i pogodzenie się z tym co ma się wydarzyć.

Z tygodnia na tydzień miałam coraz więcej wód płodowych, co skutkowało tym, że musiałam przejść cztery amnioredukcje, aby jak najdłużej utrzymać ciążę i żeby nie zagrażało to mojemu życiu. Bo przecież dwójka dzieci cały czas na mnie w domu czekała. Za każdym razem kiedy jechałam do szpitala do Katowic na amnioredukcję czułam się bezpieczna, mimo że bardzo boję się igieł czułam, że to pomoże naszej Mai być z nami jak najdłużej. Wiedziałam, że lekarze zrobią wszystko co w ich mocy. Każdy dzień z nią był dla nas pięknym darem od Boga.

19 stycznia 2019 r. o godzinie 15.15 urodziła się Maja. Często w czasie trwania ciąży słyszeliśmy, że może zdarzyć się tak, że nie podejmie życiowych funkcji. Gdzie nam na tym zależało, bardzo chcieliśmy ją ochrzcić. I tak też się stało Maja zrobiła nam ogromny prezent zaraz po urodzeniu zaczęła płakać sama, ruszała rączkami i nóżkami. Wcześniej mieliśmy już umówionego kapelana szpitalnego, żeby tylko jak będzie odpowiedni moment mógł wejść na porodówkę i ochrzcić Maję. Nasza radość, a zarazem smutek trwały 2 godziny tyle Maja żyła. Były to najdłuższe, piękne 2 godziny. Mieliśmy ten czas tylko dla siebie z mężem i z Mają, żeby nacieszyć się nią, poprzytulać, a później pożegnać.

Otulona w rożek i przytulona do mnie …… „zasnęła”.

Odmawiając regularnie dzień po dniu, w różnych miejscach i okolicznościach różaniec, wierzyłam, że ma to sens. Za każdym razem powtarzałam: "Boże! Nie moja, a Twoja wola niech się stanie", „Jezu ufam Tobie”. Wtedy wszystko stawało się takie proste i zrozumiałe.

Podobno czas leczy rany, Maja zawsze będzie w naszych sercach i pewnie jeszcze niejedna łza pojawi się w naszych oczach. Mam nadzieję, że po śmierci zrozumiemy dlaczego tak się działo. Chrystus w Ewangelii powiedział przecież „Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie. Nie przeszkadzajcie im. Do takich bowiem należy Królestwo Niebieskie”.

Bardzo ważne jest też to, że miałam przy sobie bliskie mi osoby męża, który mnie wspierał i był zawsze, kiedy tego potrzebowałam. Dzieci, które dawały mi otuchy. I szereg osób z bliskiej i dalszej rodziny oraz wiele osób, które modliły się za nas i wspierały w tej decyzji. Za co bardzo im dziękuję.

Przez trzy lata żyłam z jednej strony z bólem po stracie dziecka, a z drugiej strony radością, że mam Zuzię i Maksa i mogę się nimi cieszyć. Moje uczucia były bardzo chwiejne i rozdarte. Widząc kobiety w ciąży i małe dzieci ogarniała mnie złość i smutek, ciągle brakowało mi mojej Mai. Ja czułam, że muszę być w kolejnej ciąży, ale ciągle mnie blokował strach, że znowu spotka nas to samo.

W listopadzie 2021 r. na teście zobaczyłam dwie kreski- ogromna radość, że jest ciąża, że znowu mogę cieszyć się tym, że zostanę mamą i moje puste ręce po stracie dziecka się zapełnią. Przeszłam szereg różnych badań, żeby sprawdzić czy sytuacja sprzed trzech lat się nie powtarza. Potwierdzało się, że przebieg ciąży jest prawidłowy i dziecko jest zdrowe. 4 sierpnia 2022 r. w Szpitalu Zakonu Bonifratrów pw. Aniołów Stróżów w Katowicach urodził się Franciszek. Zdrowy, silny chłopczyk. Nasza radość była bardzo ogromna. Franciszek wypełnił smutki w naszej rodzinie.

Po 14 miesiącach od urodzenia Franciszka w styczniu 2023 r. spadła na mnie kolejna bomba- dowiedziałam się, że jestem w kolejnej ciąży- był to dla nas szok i niedowierzanie, ponieważ myśleliśmy z mężem, że Franciszek będzie naszym ostatnim dzieckiem, a tu taka niespodzianka. I znowu zaczął się strach o to, jak będzie. Wszystko trzeba było przeorganizować. Również musiałam przejść przez badania różnego rodzaju. Wyniki potwierdzały, że dziecko jest zdrowe. 6 października 2023 r. również w Szpitalu Zakonu Bonifratrów pw. Aniołów Stróżów w Katowicach urodził się zdrowy i silny Mateusz.

Najlepszym stwierdzeniem na naszą historię, którą pokrótce opowiedziałam, jest podsumowanie moich starszych dzieci: „Mamo Pan Bóg Nam zabrał Maje do siebie, ale w zamian dał nam dwóch chłopców Franciszka i Mateusza i z tego wszyscy musimy się cieszyć”.

Życie pisze nam różne scenariusze. W różnych sytuacjach nas stawia. Ja po pięciu latach mogę stwierdzić, że ta trudna sytuacja była po coś…….

Na zakończenie chciałabym jeszcze podziękować wszystkim Mamom, które nie decydują się na zabicie swojego nienarodzonego dziecka, tylko podejmują bardzo trudną decyzję i walkę o urodzenie go. Często zdarza się też tak, że osoby, które nas otaczają rodzina, przyjaciele, znajomi bardzo często piętnują takie matki. Nie jest wtedy łatwy czas do oswojenia się z sytuacją. Ale wierzę, że Pan Bóg doceni ich czyn. Przecież przez dziewięć miesięcy ofiarowywały dziecku siebie, znosiły wszelkie trudy ciąży po to, żeby potem znosić w samotności ból rozstania.

Dziś mamy aniołka w niebie, który wstawia się za moją rodziną.

Dziękuję…

Jesteśmy małżeństwem od września 2009 roku. Mamy trójkę dzieci: Hanię (9,5 lat), Maćka ( 6,5 lat) i Alę ( 20 miesięcy). Na początku naszej drogi małżeńskiej, planowaliśmy 2 dzieci ale po nawróceniu uznaliśmy, że dziecko to błogosławieństwo i myśleliśmy o kolejnym. W lutym 2016 okazało się, że jestem w ciąży.

Poszłam na badanie usg potwierdzające ciążę. Lekarz długo przypatrywał się obrazowi,który ukazywał mu się na monitorze. Kiedy zapytałam czy wszystko w porządku, usłyszałam,że potrzebne jest wykonanie usg prenatalnego by wykluczyć lub potwierdzić wadę mózgoczaszki. Nie wiedziałam,co myśleć-nigdy nie słyszałam o takiej wadzie. Zapytałam,a co jeśli wada się potwierdzi. „ Dostanie pani skierowanie do szpitala i trzeba będzie zakończyć ciążę”.

Wieczorem tego samego dnia pojechaliśmy z mężem na usg prenatalne. Diagnoza została potwierdzona. Wada mózgoczaszki-bezczaszkowiec. Dzieciątko nie ma pokrywy czaszki,mózg jest pokryty tylko błoną. Podczas trwania ciąży wada ta uniemożliwia prawidłowy rozwój mózgu i podjęcie przez niego określonych czynności życiowych, czyli wiadomo już teraz, że jeśli się w ogóle urodzi żywe- nie będzie miało szans na przeżycie. Rokowania lekarza były następujące: dziecko rodzi się martwe albo rodzi się żywe ale po paru minutach w stanie wegetatywnym- umiera. A nawet jeśli dziecko się urodzi, to nie będzie nic czuło ani wiedziało. Ponadto sam poród byłby dla mnie wielkim zagrożeniem, gdyż ostre fragmenty czaszki mogłyby uszkodzić macicę,wskutek czego mógłby się zakończyć krwotokiem i utratą życia. Byliśmy przytłoczeni takimi informacjami. Otrzymaliśmy propozycję przerwania ciąży bo przy wadzie letalnej mamy do tego prawo. Tak po prostu- przyjść do szpitala, dostać tabletkę poronną i następnego dnia wyjść jak gdyby nic się nie stało. Lekarz nie używał słów „aborcja”, tylko „terminacja ciąży”, „zakończenie ciąży”-a to przecież to samo co „zabijanie”. Zgodnie powiedzieliśmy,że nie usuniemy dziecka ale miałam z tyłu głowy to, że mam dwójkę dzieci i nie chciałabym ich osierocić. Męża dopadły myśli, że może zostać samotnie wychowującym ojcem dwójki dzieci...

Kolejnego dnia ponownie udaliśmy się na badanie prenatalne i inny lekarz również potwierdził diagnozę. Poznając naszą decyzję,że nie zabijemy naszego dziecka, skomentował: „ rozumiem, że zależy Państwu, by ochrzcić dziecko”.Wyczuł nasze pragnienie. Tego właśnie chcieliśmy. Urodzić,ochrzcić i jeśli trzeba będzie- godnie pochować. Z tą myślą udaliśmy się do domu i zaczęliśmy się modlić w tej sprawie. Zaufaliśmy Panu Bogu.

Ludzie różnie reagowali na wieść, że chcę urodzić chore dziecko, które nie ma szans na przeżycie. Niektórzy oferowali pomoc modlitewną i wsparcie a inni mówili, że przecież mam już dwójkę dzieci (i to parę bo dziewczynkę i chłopczyka) więc po co mi kolejne, chore, które i tak umrze. Jeszcze inni twierdzili, że TO jest takie malutkie i nic nie będzie czuło... Dla nas TO – to malutkie DZIECKO. Jest bicie serca, jest ŻYCIE.

W późniejszym czasie dowiedzieliśmy się od przyjaciół, że w Katowicach funkcjonuje Śląskie Hospicjum Perinatalne i obejmuje ono opieką takie rodziny jak nasza.

Zgłosiliśmy się do Pani dr Magdaleny Wąsek- Buko- koordynatora Hospicjum i w krótkim czasie, umówiliśmy się na spotkanie.

Pani doktor Magda,niezwykle ciepła i życzliwa osoba, bardzo fachowo przedstawiła nam zakres opieki, jaką może nas objąć Hospicjum. Zaproponowano nam opiekę medyczną- ginekologa oraz psychologa, księdza a jeśli wystąpiłaby taka potrzeba, także innych specjalistów.

Tu, w Hospicjum nie musieliśmy się tłumaczyć,po co chcemy kontynuować ciążę, dlaczego podjęliśmy taką a nie inną decyzję- każdy rozumiał, że jest to nasze dziecko i chcemy je urodzić. Rozumiano nasze obawy a zarazem niektóre z nich rozwiano. Z Hospicjum czuliśmy się „bezpieczni”. Wiedzieliśmy, że ludzie tam pracujący są specjalistami i mają doświadczenie w prowadzeniu trudnych ciąż, byli obecni przy narodzinach chorych dzieci i wiedzą jak postępować.

Przy kolejnych badaniach, okazało się że nasze trzecie dziecko będzie dziewczynką. Wybraliśmy imię-Ania. Wtedy już wiele osób zanosiło swe prośby do Boga o jej uzdrowienie. Modliła się spora rzesza ludzi. Kapłani,zakony, różne wspólnoty, odprawione Msze Święte,różańce, nowenny pompejańskie.

Gdy zbliżał się czas rozwiązania, zaczęły się przygotowania do tego niezwykłego wydarzenia. Ze względu na brak kości czaszki, poród był zaplanowany poprzez cesarskie cięcie. Bardzo się bałam i modliłam się o to, by rodzić naturalnie. Pan Bóg wysłuchał moich próśb i kiedy okazało się, że Ania ułożona jest pośladkowo, mogłam próbować rodzić naturalnie. Zaplanowaliśmy wspólnie z personelem Szpitala wszelkie szczegóły.

Miałam swój plan- szybko urodzić i jeśli Pan Bóg zechce Anię u siebie, to po dwóch dniach wyjść. Jednak Pan Bóg jest dobry i oczywiście miał dla mnie ( dla nas) lepszy plan.

Kiedy przyjechałam do szpitala, podłączono mi kroplówkę z oksytocyną i czekaliśmy na rozwój akcji porodowej. Minimalne skurcze,żadnych postępów. Nic z tego.
Kolejna próba za dwa dni. Ta sama sytuacja.
Po kolejnych dwóch dniach-powtórka.
Po trzeciej próbie i konsultacji z lekarzami zdecydowaliśmy, iż urodzę poprzez cesarskie cięcie. Nie było po mojemu ale wiedziałam, że muszę zaufać lekarzom i być posłuszna Bogu. Przecież On wie, co robi.

I nastąpił ten dzień. 18 listopad 2016. Przyjechała rodzina. Był mąż, siostra ze szwagrem jako rodzice chrzestni, rodzice, teściowie, zaprzyjaźniony ksiądz.
Przed samym zabiegiem cesarskiego cięcia, kiedy wszyscy byli w pełnej gotowości, pomodliliśmy się i oddaliśmy całą sytuację Bogu. Poprosiliśmy Go o Jego prowadzenie.
Personel Szpitala miał wszystko profesjonalnie przygotowane. Ja wjechałam na salę operacyjną a rodzina wraz z księdzem Tomkiem czekała.
Leżąc znieczulona, modliłam się i czekałam. Godz. 15.50 nasza Ania przychodzi na świat. Chwała Panu! Przytulam ją,całuję i jedzie na chrzest. Mnie szyją. Po kilku lub kilkudziesięciu minutach zawożą mnie na salę.
Na sali byłam sama bo Hospicjum dopilnowało,by rodzina w takich momentach miała zachowaną intymność. Przekonaliśmy się, że jet to niezmiernie ważne.
Przyjechała cała rodzina a wraz z nią nasza Anusia. Dzięki Bogi,mogła oddychać samodzielnie, bez żadnej aparatury.
Cieszyliśmy się z tej chwili, bo nie było wiadomo, jak długo potrwa.
Wszyscy pojechali do domu a mąż z nami został.
Ania odeszła następnego dnia wieczorem. Wzięła głęboki oddech i w naszych ramionach odeszła do Pana. Żyła ponad 28 godzin.

Niektórzy mogą zadać pytanie, po co były te wszystkie modlitwy,różańce i nowenny? Przecież modliliśmy się o cud.
Dla nas cudem było to, że Anusia urodziła się żywa i żyła aż 28 godzin. Dzieci z taką wadą przeżywają do kilku minut a nam Pan Bóg dał przeszło dobę. Jesteśmy Mu wdzięczni, że mogliśmy ten czas spędzić razem. Anię poznała siostra, prababcie i najbliższa rodzina.

Ponadto, widzieliśmy ile dobra Ania zrobiła będąc jeszcze pod moim sercem. Ludzie zaczęli się nawracać, otwierać na Boga, niektórzy po raz pierwszy sięgnęli po Skarbczyk.
Czasem ludzie nas podziwiali i pytali skąd mamy tyle siły, i jak to wszystko wytrzymujemy. Odpowiadaliśmy: „To nie my, to PAN BÓG”. Wiemy, że On z nami był i dalej jest a dzięki modlitwom, które ludzie dobrego serca zanosili do Niego, byliśmy pod „płaszczem ochronnym”.

My, jako rodzice, wiemy,że podjęliśmy słuszną decyzję o tym by doprowadzić ciążę do końca., co więcej -nie braliśmy innej możliwości pod uwagę. Dlaczego mielibyśmy decydować o czyimś życiu? Były momenty obaw o życie, pytania ale zaufaliśmy Panu.

(Ps 37, 5 „Powierz Panu swoją drogę i zaufaj mu: On sam będzie działał”).
Teraz to Ania wyprasza łaski u naszego Ojca. Jest święta. I możemy prosić ją by wstawiała się za nami u Pana.
Bóg jest dobry. I dla każdego z nas ma plan. Lepszy od naszego.

Śląskie Hospicjum Perinatalne bazując na swoim doświadczeniu i posiadanej wiedzy pozwoliło nam na bezpieczne prowadzenie ciąży minimalizując wszelkie zagrożenia. Fachowa opieka nad nami i Anią, życzliwe, ludzkie podejście pozwoliło nam godnie przeżyć trudne momenty. Jesteśmy wdzięczni całemu personelowi za wsparcie i okazaną pomoc.

Beata i Michał Dulian

Miałam 35 lat, kiedy zaszłam w trzecią ciążę. Bardzo chcieliśmy z mężem jeszcze jednego dziecka. Czekaliśmy na tę ciążę ponad dwa lata, dlatego radość była ogromna. Wydawało się, że spełnia się nasze marzenie.

Niestety, ta radość nie trwała długo. Podczas pierwszych badań prenatalnych lekarz wykonujący USG długo przyglądał się obrazowi. W końcu padło zdanie, które do dziś brzmi mi w uszach: „Jest kilka nieprawidłowości”. Starałam się nie panikować, wysłuchać wszystkiego do końca. Jelita pozostające w pępowinie, słabo uwapniona kość nosowa, ubytek w przegrodzie międzykomorowej serca, przezierność karkowa 4,2. Te informacje docierały do mnie jakby przez szum, którym moja psychika próbowała się obronić.

Wychodząc z gabinetu, lekarz próbował dodać nam otuchy, mówiąc, że to jeszcze nie diagnoza, że czasem obraz dziecka na tym etapie bywa niepokojący, a z czasem wiele się prostuje. W samochodzie spojrzałam na wydruk z badań: ryzyko zespołu Downa 1:4, zespołu Edwardsa 1:8, zespołu Pataua 1:20. Rozpłakałam się i nie potrafiłam uspokoić ani w drodze do domu, ani przez kolejne dni. Jeszcze dzień wcześniej świętowaliśmy w rodzinie 60. rocznicę ślubu moich dziadków i przyjmowaliśmy gratulacje z powodu ciąży. A teraz spadł na nas taki grom. Pamiętam doskonale, co wtedy przeżywałam. Każda komórka mojego ciała zapamiętała tę rozpacz.

Podczas wizyty u lekarki prowadzącej moją ciążę miałam nadzieję, że powie, że to wszystko nieprawda, że ona nic nie widzi. Stało się inaczej. Usłyszałam, że lekarz wykonujący badania prenatalne nigdy się nie pomylił i że powinnam rozważyć dalszą diagnostykę. W głowie kłębiły się myśli: a co jeśli to pomyłka? Jak mogłabym ryzykować życie mojego dziecka tylko po to, by odzyskać własny spokój? Po długich namysłach zdecydowaliśmy z mężem, że chcemy wiedzieć. Ta niepewność nas niszczyła. Wykonaliśmy badanie NIFTY.

Wynik przyszedł szybko. Krótka rozmowa telefoniczna: trisomia 18. „Z tego, co wiem, te dzieci nie żyją długo”. Moje serce pękło. Nie potrafiłam jeść, spać, zajmować się starszymi dziećmi. Nie mogłam patrzeć na swój brzuch. Czułam, że moje ciało mnie zawiodło, że skrzywdziło moje dziecko.

Dla wielu lekarzy moja córeczka przestała być dzieckiem – stała się „chorym płodem”. To było dla mnie bardzo bolesne. Przełomem było ponowne spotkanie z lekarzem wykonującym badania prenatalne. Kiedy zobaczył wynik, po prostu się mną zaopiekował. Bezinteresownie i z ogromną uważnością współprowadził moją ciążę, na każdym badaniu dokładnie wszystko oglądał i przekazywał mi pełną wiedzę o stanie mojej córeczki. Choć jej stan z wizyty na wizytę się pogarszał, robił to z taką troską i delikatnością, że te spotkania dodawały mi sił. Odzyskałam spokój, że cokolwiek się wydarzy, jestem w dobrych rękach.

Moja ciąża z zewnątrz wyglądała jak każda inna. Dla mnie jednak była ogromnym ciężarem emocjonalnym. Przyjmowanie gratulacji, uśmiechów i komentarzy, jak pięknie wyglądam w ciąży, było ponad moje siły. Ograniczyłam więc wyjścia z domu i kontakty z osobami, które nie wiedziały o chorobie mojej córki. Nie wstydziłam się jej choroby, po prostu nie miałam już siły o niej mówić.

Bardzo ważną rolę w moim powrocie do równowagi odegrało hospicjum perinatalne Hope. To tam moja córeczka odzyskała swoją godność – znów była Judytką, dzieckiem wymagającym szczególnej opieki, a nie tylko „chorym płodem”. To było miejsce, w którym mogłam wypowiedzieć wszystkie myśli, nawet te, których wstydziłam się przed samą sobą. Nikt mnie nie oceniał. Z każdym kolejnym etapem ciąży pojawiały się nowe lęki, a w hospicjum znajdowałam zrozumienie i wsparcie.

W hospicjum usłyszałam też rady, którym początkowo nie potrafiłam zaufać. Jedną z nich była sugestia wykonania sesji fotograficznej w czasie ciąży. Nie mogłam tego pojąć — jak można coś takiego doradzać kobiecie w mojej sytuacji? Wtedy nie brałam tego w ogóle pod uwagę. Nie potrafiłam patrzeć na swój brzuch, bo to on był dla mnie symbolem tragedii, która się wydarzała. Dziś wiem, że była to bardzo mądra rada, z której niestety nie skorzystałam. Jedyną pamiątką z czasu, kiedy Judytka była z nami, pozostał odcisk jej martwej rączki i nóżki.

Judytka była z nami przez 31 tygodni ciąży.
Urodziła się 29 września 2023 roku.
Ważyła 1450 gramów, miała 45 centymetrów, czarną czuprynkę i wyglądała idealnie.

Na dzień swoich narodzin i odejścia do nieba wybrała idealny dzień – piękny, wyjątkowo słoneczny. Jej poród był jedynym porodem tego dnia, choć szpital, w którym się urodziła, rocznie przyjmuje ponad tysiąc porodów. Czekała na swoją położną Ewę – kobietę, która uczyniła z wydarzenia, któremu towarzyszył największy lęk w moim życiu, dzień spokojny, godny i niezakłócony. Hospicjum zadbało o to, bym w szpitalu nie musiała już nikomu nic tłumaczyć.

I choć wiedzieliśmy, że nie usłyszymy płaczu naszego dziecka, mogliśmy ją zobaczyć, przytulić i pożegnać się. Atmosfera, która została stworzona, pozwoliła nam przeżyć to nasze krótkie, zaledwie dwugodzinne spotkanie z Judytką bardzo świadomie i wykorzystać każdą sekundę na bycie razem.

Doświadczyliśmy w tym czasie ogromu dobra od ludzi wokół nas – zarówno tych bliskich, jak i zupełnie obcych. Były to drobne gesty, ciche wsparcie, obecność bez pytań i ocen, słowa wypowiedziane we właściwym momencie i pomoc, której nie musieliśmy prosić. Ta dobroć i wdzięczność za nią stały się dla nas czymś, co ochroniło nas przed całkowitym pogrążeniem się w rozpaczy po odejściu Judytki i pozwoliło krok po kroku uczyć się żyć dalej z tęsknotą i miłością, które pozostaną z nami już na zawsze.

Czas nie leczy ran, ale pomaga nauczyć się tęsknić i żyć jednocześnie. Dziś chcę powiedzieć innym rodzicom w podobnej sytuacji: nie pozwólcie sobie wmówić, że ten czas to tylko smutek. Cieszcie się tym, co jest tu i teraz. Szukajcie nawet najmniejszych powodów do radości z waszego dziecka i wiedzcie, że dacie radę.

Jesteśmy dziś szczęśliwi. Tęsknimy za Judytką i tak już będzie zawsze. Myślimy o niej każdego dnia

Napisali o nas

Wsparcie

Jesteśmy ogromnie wdzięczni za wszelkie wyrazy życzliwości oraz wsparcie finansowe, dzięki któremu możemy na wielu płaszczyznach wspierać rodziców dotkniętych ogromnym cierpieniem związanym z ciężką chorobą dziecka oraz jego stratą. Poza pomocą świadczoną rodzicom prowadzimy również działalność edukacyjną w zakresie druku materiałów informacyjnych oraz organizacją warsztatów dla studentów wydziału lekarskiego, pielęgniarstwa i położnictwa Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach.

Dzięki wsparciu finansowemu jesteśmy w stanie:
  • pokryć koszt konsultacji oraz warsztatów dla studentów;
  • opłacić badania genetyczne, których nie refunduje NFZ;
  • zakupić książki o tematyce straty dziecka i żałoby, które nasi rodzice oraz rodzeństwo otrzymują bezpłatnie;
  • opłacić wynajem lokalu, w którym mieści się nasza siedziba.

Nasz nr. konta: 36 2030 0045 1110 0000 0270 9540

Kontakt:

Siedziba Stowarzyszenia

ul. Św. Anny 10/2
40 - 422 Katowice

E-mail: info@hope.katowice.pl

tel. +48 691 486 747

Stowarzyszenie

ul. Sołtysia 59a
40-748 Katowice

NIP: 9542743481
REGON: 243283521
KRS: 0000464894
Sąd Rejonowy Katowice-Wschód w Katowicach VIII Wydział Gospodarczy KRS

Nr konta: 36 2030 0045 1110 0000 0270 9540
BGŻ S.A. oddział Mikołów

Statut Stowarzyszenia [kliknij]

Mapka dojazdu

Facebook